O autorze
O sprawach, o których można powiedzieć, trzeba powiedzieć, a te, których się nie da wyrazić, trzeba przynajmniej próbować. Milczenie wcale nie jest złotem. Jestem filozofem i wierzę w racjonalność życia społecznego i politycznego. Nie chcę żyć we wspólnocie tylko w społeczeństwie. Może to drugie nie jest łatwe, ale jak już jest taka możliwość, to żal z niej nie skorzystać. Bronię więc społeczeństwa i jego racjonaliści. I nie ma znaczenia, ilu nas jest: „Jeden człowiek, jeśli ma odwagę, to większość” Thomas Jefferson i … Cezary Kalita i ...

Bronię tradycji, a nie jestem konserwatystą. Nie tylko o konia tu chodzi.

Szczytem pazerności, nie tylko politycznej, jest przywłaszczyć sobie to, do czego nie ma się żadnych praw (oprócz prawa silniejszego). Ale okazuje się, że można pójść jeszcze dalej, można zawłaszczyć coś, na czym kompletnie ktoś się nie zna. To już obejmuje prawo głupoty. Bo głupiec przecież zna się na wszystkim!

I tak PiS postanowił dać łup polityczny w formie stadniny koni w Janowie Podlaskim (często bywam, bo mieszkam obok) i w Michałowie swoim działaczom. To w końcu dobra zmiana, a raczej „dobra, a teraz nasza zmiana”. Pytanie brzmi czy w ogóle może być „dobra zmiana”. Słyszałem o „zmianie na lepsze”. Chociaż uzupełnił ją Wolter mówiąc, że „lepsze jest wrogiem dobrego”. Ale ta wypowiedź była ironiczna, szydził z takich zmian. Zmiana jest czymś koniecznym głównie w sytuacji kryzysowej, nikt jej nie chce i nie jest czymś dobrym. Czasami przynosi dobre skutki, skutek może więc być dobry. „Dobra zmiana” to pojecie sprzeczne, a w zasadzie niedorzeczne, mieszające różne porządki: aksjologiczny (dobro, zło) i opisu procesu neutralnego (zmiana). To mieszanie Sokratesa z Heraklitem.

Co to oznacza? Sytuacja w stadninach była tak zła, że trzeba było dokonać działań naprawczych. Nikt tej tragedii i degrengolady nie zauważał przez dziesiątki lat, a PiS zauważył i już naprawił. Skąd wzięły się więc protesty? Czy o dobro koni tu chodzi? Czy dobro aparatczyków partyjnych? A może o Polskę?

Polska to kraj bez tradycji. Owszem mamy historię, trochę zabytków, ale na tle innych krajów wypadamy bardzo blado. Starówka warszawska została zbudowana po wojnie. A tak à propos jej „odbudowa” to największy sukces Polaków w historii! Ponad 10 lat pracy, 3000 architektów i 50000 robotników. Hiroszima była mniej zniszczona, a nam się udało odtworzyć stary świat, którego miało już nie być i nie było, a oto jest. To prawdziwy pozytywny cud, jaki wydarzył się w Polsce.


Ale jak popatrzeć na zamek królewski uważnie, to okazuje się, że każda fasada jest z innej epoki. Był to problem architektów, z jakiej epoki odbudować zamek, a zaczynali przecież od gruzowiska. Zostało zrobione to tak zgrabnie i spójnie architektonicznie, że nikt nawet tego nie zauważa, jeśli o tym nie wie. Jednak nawet ta perełka rekonstrukcji archeologiczno-architektonicznej budzi pewien niepokój. Nasz bardzo stary zamek ma 30 lat (rekonstrukcje „zakończono” w 1988 roku).

Nie ma w Polsce rzeczy, miejsc, które w swojej niezmiennej postaci trwają przez stulecia. Czasami ktoś nawiązuje do tradycji, chociażby Uniwersytet Jagielloński, ale ciągłość jest wątpliwa. Brak tej ciągłości czasami nie wynikał z naszej winy, ale w wielu przypadkach niestety tak (chociaż zawsze lubimy obwiniać zaborców, okupantów, wojny, itd.). Może tylko kościoły mają tradycję i jak ktoś przychodził do niego 300 lat temu to i teraz też może. Ale to nieliczne oazy. Nie ma takich kawiarni, produktów konsumpcyjnych, browarów, fabryk, z bardzo nielicznymi wyjątkami i raczej odwołaniami marketingowymi do historii niż będących rzeczywiście jej kontynuacją.

Brakuje nam takich rzeczy, z których historycznie bylibyśmy dumni. Potrzeba nam dumy. Tak bardzo, że przez kilka lat fascynował nas sport totalnie niszowy na świecie, jakim były skoki narciarskie. Nikt nie wie, co to jest „wyjście z progu”, a wiedział to każdy Polak, oczywiście w czasach, gdy były sukcesy skoczków.

I tu dochodzimy do stadniny koni. Ona trwa (Janów Podlaski) od 200 lat tj. od 1817 roku. Nie tylko podziwiamy zabytkowe stajnie, ale i ciągłość hodowli. To proces, który trwa przez stulecia, a którego nie można przyśpieszyć. Tu „dobra zmiana” nie działa (nigdzie nie działa). Tu liczy się tradycja, ciągłość, rodowód, kontynuacja, kumulacja doświadczenia. Tego wszystkiego trzeba uczyć się latami, to w zasadzie sposób życia. Potrzebujemy takiej ostoi pewności, aby móc zbudować naszą własną tożsamość, aby mieć dumę i prawdziwą, materialna historię, którą można pokazać teraz. PiS chce zmiany, bo może jej dokonać. Ale my jej nie chcemy! Ręce precz od koni i ludzi-koni!

Moim ulubionym ogrodem botanicznym w Polsce jest ten we Wrocławiu. Też stoi za nim 200 letnia tradycja, został założony w 1811 roku. Dyrektorzy zarządzali nim po 10-40 lat (aktualnie dyrektor zarządza ogrodem od 1981 roku, tj. od 35 lat - może nie powinienem ujawniać tej informacji dla dobra ogrodu i dyrektora). Właśnie w tym ogrodzie zrozumiałem, jak ważna jest tradycja i ciągłość, a jestem zwolennikiem kadencyjności (jak widać nie wszędzie jest dobra częsta zmiana). Wystarczy usiąść na dowolnej ławeczce i zacząć obserwować kwiaty i rośliny wokół, a odkryje się nagle, że ta ławka nie stoi przypadkowo. Że nic nie jest w tym ogrodzie kwestią przypadku. Pasja ludzka realizowana przez pokolenia daje najlepsze rezultaty. Dla PiS-u wszystko, co jest kontynuacją jest złem. To jakaś zmowa, spisek, złe zamiary, układy. A ludzie nie chcą „dobrej zmiany” dla samej zmiany, oprócz tych, którzy nie chodzą do ogrodów.

Brońmy tradycji i ciągłości, jeśli chcemy pewności w życiu. A pewność daje tradycja, prawo, konstytucja, a nie permanentna, nieprzewidywalna zmiana. Jak nie ma pomysłów na zmianę, to wprowadza się to, co było wcześniej, czyli np. siedmiolatki do szkół (oj! będzie zamieszanie). Ja nie chcę, żyć w kraju permanentnej transformacji, chcę stabilności, dlatego brońmy tradycji konia arabskiego i Dyrektorów stadnin w Janowi i Michałowie, a obronimy stabilność. Brońmy tych nielicznych punktów naszej autentycznej ciągłości historycznej. Nie ma ich zbyt wiele.

PS Mam nadzieję, że nie wymienią dyrektorów ogrodów botanicznych.
Trwa ładowanie komentarzy...