Beata Chmielowska-Olech - środek przekazu jest przekazem

Marshall McLuhan sformułował tezę, że „środek przekazu, jest też przekazem”. Oznacza to, że za pomocą czego się komunikujemy jest również komunikatem. Miał wprawdzie na myśli media, urządzenia i przedmioty technicznego przekazu informacji, ale możemy tę teorię zweryfikować na poziomie „środka wyrazu informacji”, a w tym wypadku prezenterki „Teleexpressu” Beaty Chmielowskiej-Olech.

W ostatnich dniach, kiedy Teleexpress prowadziła Pani Beata, jej zachowanie było niepokojąco zróżnicowane. Otóż, gdy rozpoczynała program nie od pogody, jak to się robiło przez lata, ale od informacji politycznej (PiS i jego odsłony: prezydent, premier, prezes), kompletnie się nie uśmiechała. Przedstawiając newsy polityczne w ogóle nie gestykulowała, nie używała mimiki twarzy, była zwyczajnie martwa. Przerażało mnie to! Ale wszystko kończyło się wraz z odrobieniem pańszczyzny propagandowej „dobrej zmiany” politycznej. Pani Beata odżywała. Pojawiał się „słodziakowy” uśmiech, gestykulacja, mimika i zaangażowanie emocjonalne. Dlaczego? Można to wytłumaczyć wskazując na dwa motywy zachowania.



W pierwszej chwili pomyślałem (i pozwalam sobie myśleć tak dalej), Pani Beata w ten sposób protestowała przeciwko narzucaniu ramówki Teleexpressowi. Niezależność dziennikarska to rzecz święta. Jednak ta demonstracja była tak widoczna, że aż niebezpieczna. Jeśli ja to zauważyłem, a bystry nie jestem, to aparat partyjny też musiał to widzieć. Marnie skończy, oby nie, moja ulubiona od czasu tych demonstracji prezenterka. Jak kogoś polubię, to zaraz ginie, czyli jak z bohaterami „Gry o tron”.

Ale jest i jeszcze drugie wyjaśnienie. Może Pani Beata nie rozumie kodów funkcjonowania polityki. Nie wie, co można, a czego nie można, stąd woli nie ryzykować i zachowuje „neutralną” twarz. Krótko mówiąc, nie rozumie PiS-u i oczekiwań wielkich P (Prezydenta, Prezesa i premier). Niestety, wbrew tym ostrożnym zachowaniom, może też być „ścięta”, ponieważ nie potrafi grać w „kody” PiS-u (Lepiej niech nie bawi się grą językową słowa „KOD”). Z drugiej strony jej strach może być doceniony przez prezesa: boi się, nie jest groźna, jest sparaliżowana, a więc dzieło skończone.

Tak, czy inaczej wielki terror już się rozpoczął w TV. Nikt nie może być pewny niczego, oprócz tego, że jak zwiększy się ściągalność abonamentu, to w telewizji pojawią się olbrzymie pieniądze. Warto wtedy być przy tych skarbach. Pokusa duża, ale i strach olbrzymi, a i wstyd niemały. Co wybrać? Środek komunikacji jest komunikatem, zobaczymy kto będzie jeszcze tym środkiem.

PS Pojawia się jeszcze jedno, oprócz wymienionych wcześniej „P” - PIENIĄDZ. Ten to dopiero ma władzę!
Trwa ładowanie komentarzy...