O autorze
O sprawach, o których można powiedzieć, trzeba powiedzieć, a te, których się nie da wyrazić, trzeba przynajmniej próbować. Milczenie wcale nie jest złotem. Jestem filozofem i wierzę w racjonalność życia społecznego i politycznego. Nie chcę żyć we wspólnocie tylko w społeczeństwie. Może to drugie nie jest łatwe, ale jak już jest taka możliwość, to żal z niej nie skorzystać. Bronię więc społeczeństwa i jego racjonaliści. I nie ma znaczenia, ilu nas jest: „Jeden człowiek, jeśli ma odwagę, to większość” Thomas Jefferson i … Cezary Kalita i ...

Bajka o złotej wadze i złotym mercedesie - która lepsza?

Prezes lubi opowieści. Stąd zażyczył sobie narodowego konkursu opowiadania bajek. Maraton narracji trwał przez 10 godzin, a wrażenie mimo, ze czasami było nudno, pozostało silne. Ale każdy konkurs trzeba jednak rozstrzygnąć i wskazać zwycięzcę. Ścisły finał to trzech kandydatów:

1. Minister skarbu Dawid Jackiewicz i opowieść o złotym mercedesie. Mercedes okazał się nie być złoty i na dodatek stary. Bajka jest kontynuacją legendy o „czarnej wołdze”, która jeździła po kraju i porywała ludzi. Jako dziecko byłem nią przerażony. Dzisiaj symbolem luksusu, którym trzeba pogardzać, jest złoty mercedes. To musi być właśnie ta marka, gdyż ona uchodziła przez lata za symbol najwyższej jakości. Nikt nie marzył przecież o złotym fiacie, czy polonezie.



2. Minister gospodarki Konrad Morawiecki i opowieść o zamkach na/z piasku. Zgodnie z opowieścią ministra pieniądze z UE były wydawane na budowanie zamków z piasku na polskim wybrzeżu. Okazało się jednak, że konstruktor owych budowli dostał dotację unijną, ale nie na zamki, tyko na rozbudowę swojej firmy konserwacji zabytków. Otrzymał 40.000 zł na zakup sprzętu niezbędnego do wykonywania prac konserwatorsko-renowacyjnych, np. na zakup rusztowań. Miejska legenda jednak już funkcjonuje: pieniądze unijne można dostać nawet na zamki z pisaku.

3. Minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski i opowieść o bączkach. Minister pożalił się z mównicy sejmowej, że nie można puścić bączka (zabawka), ponieważ jest źle wyważony. Bączek pomalowany w pasiak łowicki był gadżetem rozdawanym w czasie polskiej prezydencji w Unii Europejskiej. Nieudana prezydencja, ponieważ nie można puścić bączka, a przecież na zakup tego „bezużytecznego” gadżetu wydano aż 5000 złotych (pięć tysięcy!). Swoją drogą ile działających gadżetów reklamowych ma w swojej kolekcji minister?

Do rankingu nie załapał się minister obrony narodowej. Nie tym razem panie ministrze! Tablice Mendelejewa nie wystarczą, aby bajkę uznać za interesującą, a tym bardziej za przerażającą, chociaż niektóre „pierwiastki chemiczne” są niebezpieczne. A dzieci lubią być straszone okropnymi opowieściami. Ja to uwielbiałem w dzieciństwie. Trzeba było się wzorować na bajkach braci Grimm, ale tych nieocenzurowanych, gdzie zbrodnia, perwersja, zawiść, okrucieństwo jest podstawą narracji. Bajka ma przerażać.

Kto więc wygrał? I tu niespodzianka. Nikt. Ponieważ nie sprostali konkurencji zagranicznej. Mało kto już pamięta proces (audyt rządów) prezydenta Rumunii Nicolae Ceaușescu. Gdy wybuchła w 1989 rewolucja w Bukareszcie zatrzymano go wraz z małżonką Eleną. Powołano trybunał do jego osądzenia (podobno oficjalnie dwa dni po „procesie”), który wydał wyrok skazujący na śmierć przez rozstrzelanie dyktatora i jego żonę. Wyrok pośpiesznie wykonano, a transmisję z przebiegu całego procesu i zabójstwa mogliśmy oglądać w telewizji. Zrobiło to na mnie wtedy wielkie wrażenie. Ale szczególnie zapamiętałem jeden fakt.

Oskarżano Ceausescu o nadużycia władzy, bogactwo, marnotrawstwo, nepotyzm, arogancję, a to wszystko kosztem biednego, głodującego ludu (oskarżano, że ludność dostawała tylko 500 kalorii dziennie). Jeden z generałów (członek reżimu), zaczął snuć opowieść o córce Ceaușescu, która miała w swoim domu „złotą wagę”. Ta waga służyła jej do ważenia mięsa, którym się objadała, podczas gdy reszta społeczeństwa głodowała. Sam generał nie wyglądał na zabiedzonego.

Przez ostatnie 25 lat obraz córki dyktatora Zoe stał mi przed oczyma, jak to bierze w swoje ręce kawał mięsa i odmierza jego porcję na złotej wadze. A później się nim objada. Zarzucono jej też, że to mięso było z zagranicy. Jak się wyrażono, rumuńskie mięso jej nie odpowiadało, nie godne było złotej wagi. Ta matematyczka (była wykładowczynią) zmarła jednak nie na miażdżycę z powodu objadania się mięsem, tylko z powodu nałogowego palenia papierosów.

Jednak legenda o złotej wadze przetrwała, a legenda o złotym mercedesie, co najwyżej jest jej tylko nieudolną imitacją (legenda o czarnej wołdze jeszcze funkcjonuje w pamięci). Nawet wyobraźnia naszych ministrów nie jest tak innowacyjna, żeby wykreować coś nowego i nas zaskoczyć i zachwycić, albo przerazić. Panowie i Panie z rządu, więcej fantazji! Może ciemny lud tego nie kupi, ale dzieciom będzie się podobało, a przecież ta władza tak dba o dzieci. Rząd nie tylko dał dzieciom 500 zł (nie wszystkim), to jeszcze opowiadał im przez 10 godzin bajki. Czyż to nie urocze. Jak można nie kochać za to władzy.

PS Opowiadanie bajek w przypadku prezydenta Ceausescu i jego żony nie skończyło się dobrze. Zostali zabici. Córka Zoe została aresztowana na kilka miesięcy, jednak została uwolniona. Złota waga pozostanie legendą jak „złoty pociąg”, czy „Złota legenda” (sic!). Polecam dla przestrogi obejrzenie filmu z procesu dyktatora Rumunii. Za dużo jest tam retorycznych analogii, które przerażają.
Trwa ładowanie komentarzy...