O autorze
O sprawach, o których można powiedzieć, trzeba powiedzieć, a te, których się nie da wyrazić, trzeba przynajmniej próbować. Milczenie wcale nie jest złotem. Jestem filozofem i wierzę w racjonalność życia społecznego i politycznego. Nie chcę żyć we wspólnocie tylko w społeczeństwie. Może to drugie nie jest łatwe, ale jak już jest taka możliwość, to żal z niej nie skorzystać. Bronię więc społeczeństwa i jego racjonaliści. I nie ma znaczenia, ilu nas jest: „Jeden człowiek, jeśli ma odwagę, to większość” Thomas Jefferson i … Cezary Kalita i ...

List o Anglikach: dlaczego ich nie rozumiemy? (wyjątek słowo: „money”)

Ostatnio czytałem biografię Józefa Retingera (niezwykła postać) autorstwa Jana Pomiana, jego wieloletniego sekretarza. Sam Retinger jest jednym z ojców zjednoczonej Europy, ale i idei lepszego świata. Do dzisiaj spotyka się, w dużym stopniu z jego inicjatywy, Grupa Bilderbergu. Pomijając jednak te szczegóły biograficzne, pragnę skupić się na „dygresji” Pomiana na temat tego, że Polacy nie rozumieją Brytyjczyków, która wydaje się ciągle aktualne (książka ukazała się w 1972 roku).

Po pierwsze, „dosłownie” nie rozumiemy Anglików. Język angielski w Polsce przez lata nie był językiem dominującym. Moje pokolenie, a tym bardziej wcześniejsze, uczyło się francuskiego (nota bene ciągle oficjalny język dyplomacji), niemieckiego, a przede wszystkim rosyjskiego. Nawet w starych paszportach nie było napisów po angielsku tylko po francusku. Mieszkałem w swoich czasach licealnych w województwie suwalskim, w którym były tylko dwie szkoły średnie, w których uczono angielskiego. Dlatego właśnie, nieżyjący już Robert Leszczyński uczył się w technikum elektrycznym w Giżycku, aby mieć kontakt z językiem angielskim.



Dopiero od 20 lat nadrabiamy zaległości, ale nie łudźmy się, to za mało, aby rozumieć Anglików. Od kilku lat mamy emigrację na Wyspy, jednak z poziomu sprzątającego w hotelu, pracującego w fabryce ciastek, czy stojącego za barem, nie uzyskamy adekwatnego obrazu Anglika. Za to słyszymy od naszych rodaków, jacy to oni są głupi i bezradni, a bez nas to w ogóle by zginęli. Jak my jesteśmy tacy mądrzy, to czemu nie jesteśmy największym imperium w historii? Takie opowieści, nastawione na kuriozum, świadczą o tym, że kompletnie nie rozumiemy „dziwnych” Anglików, nawet jeśli pokonujemy ostatnio barierę językową.

Po drugie, i tu posługuję się argumentacją Pomiana, nie rozumiemy specyfiki myślenia Brytyjczyków. Jeśli w szerokiej tradycji europejskiej dominował racjonalizm (tzw. racjonalizm kontynentalny), to skutkiem tego jest bardzo duże wyczulenie na argumentację prowadzącą do konkluzji. Ma to być spójnie logiczny proces. Jeśli wniosek nas nie satysfakcjonuje to, prosimy o powtórzenie argumentacji, jej uzupełnienie, dodatkowe wyjaśnienia i gdy wszystko ciągle pozostaje spójne logicznie i w zgodzie z rozumem, przyjmujemy konkluzję.

Dla Anglika najważniejsza jest konkluzja, szczególnie gdy uzna, że brzmi ona rozsądnie. It makes sense! Czyli jeśli konkluzja przypadła im do gustu, wydaje się sensowna, to nawet, jeśli przesłanki okazałyby się już nieadekwatne, to Brytyjczyk będzie trwał przy niej. Jak to ujął Pomian: „trzymają się fasady” bez względu na okoliczności. Każdy, kto miał okazję mieszkać w przyzwoitej dzielnicy, np. w Londynie, dostrzega dysproporcję, jaka występuje miedzy piękną fasadą budynków, często na całej ulicy, a tym, co zastaje w środku, co chyba mało kogo zachwyca. Stąd ważniejsze jest to, co na zewnątrz, a nie to, co w środku, ważniejsza jest konkluzja, a nie argumentacja, ważniejszy jest nagłówek w gazecie, a nie długa treść artykułu.

Dlatego też tak ważna okazała się antyunijna propaganda tabloidów i darmowych gazet w UK. Nawet ja byłem w stanie zrozumieć ich treść, a mój angielski, delikatnie mówiąc, pozostawia wiele do życzenia. Przypominam, że gazetą o największym nakładzie w Wielkiej Brytanii była i chyba ciągle jest „Gazetka Tesco” (5 milionów nakładu). Liczy się tylko fasada.

Ale, właśnie tu, zaczyna się najlepsze. Każdy, kto uzna, że jest tak jak napisałem powyżej, może się gorzko rozczarować. Rzeczywiście Anglicy szybko przyjmują odpowiadającą im konkluzję i sztywno się jej trzymają. Jednak tak jak nagle pojawiła się owa konkluzja, tak samo gwałtownie zainteresowanie dla niej potrafi zaniknąć. Brytyjczyk odwraca od niej głowę i nie wraca do tematu, jakby tematu nigdy nie było. Czyli Anglicy mówią: „Wychodzimy z Unii, bo ta ma sens!”. Europejczycy: „To wychodźcie, ale natychmiast!”. Anglicy: „Jakie wyjście z Unii?”. Ta zabawa już się rozpoczęła. Boris Johnson mówi, że nie ma co się śpieszyć, że nie trzeba zaraz stosować art. 50 Traktatu o wyjściu z UE. Już zapomnieli o referendum? A może nowe referendum, chociaż właśnie zakończyło się jedno wczoraj? Really?

Polacy nie są Anglikami, to całkiem inny typ kultury. Polacy są Europejczykami. Trochę zachodnimi, trochę wschodnimi. Ale z drugiej strony, czy jednak nie są Brytyjczykami? Czyż nie lubią konkluzji? Po co wsłuchiwać się w argumentację, kiedy można przyjąć nam odpowiadający wniosek? „Polska w ruinie” - widziałem kilka zrujnowanych miejsc (to ma sens!). „500 plus” dobre, przecież dobrze jest dostać pieniądz (to ma sens!). „Dobra zmiana” - dobrze, jeśli jest zmiana na lepsze (to ma sens!).

A wracając do Anglików. Oj, nie będzie już tak łatwo negocjować z Unią Europejską i uzyskiwać szczególne warunki i przywileje na specjalnych zasadach jednocześnie strasząc, że się wyjdzie z Unii. A jak wyjdą z UK Szkoci i Irlandczycy, to może się okazać, że Wielka Brytania stała się w końcu normalnym europejskim krajem, który sam z siebie niewiele znaczy. Za silny, aby milczeć, za mały, aby się z nim liczono. I wtedy przyjdzie konkluzja: To może stwórzmy jakąś Unię.

PS Po II wojnie w Wielkiej Brytanie powszechnie opowiadano dowcip, a który przywołuje Pomian. Pewien polski oficer dostrzegł Panią, które wydawała się nim zainteresowana. Sprawa zakończyła się sukcesem i po finale usłyszał od owej Lady słowo, które akurat znał po angielsku: „money”. Poczuł się wielce dotknięty na honorze i urażony odpowiedział: „Polski oficer nie przyjmuje pieniędzy”. Od tego czasu sporo się zmieniło. Polacy chętnie przyjmują pieniądze („many”) z UE a i brytyjscy rolnicy, a największą rolniczka w Europie jest Królowa Brytyjska, powiedzą do swoich polityków: „Money!” Pewnie to akurat słowo zrozumieją.
Trwa ładowanie komentarzy...