Opóźnieni w szkole

Problem sześciolatków w szkole coraz mniej dotyczy ich kariery edukacyjnej, a staje się diagnozą naszego społeczeństwa. Teoretycznie cenimy edukację i gremialnie na nią narzekamy. Nie jest to jakaś specjalna nowość, wszak zawsze narzekamy (ten tekst też jest narzekaniem), a zjawisko krytyki szkoły występowało od jej początków. Stąd zawsze pojawiały się propozycje jej reformy, a ponieważ owe propozycje są zawsze, to znaczy, że albo nic się nie robi, albo to, co się robi, nie przynosi efektu. Tak jak z poradnikami np. o odchudzaniu, jakby były tak skuteczne jak głoszą, to wystarczyłby jeden, a nie cała ich masa.

Na szkołę narzekamy więc zawsze. Mark Twain ujął to dosadnie: „Nigdy nie pozwoliłem szkole, aby popsuła mi edukację”. Szkoła jest zła z samego założenia. Jednak skoro jest taka zła, to dlaczego jeszcze istnieje? Czy możemy zasadnie narzekać na rzeczy, które bez problemu możemy zmienić? Może to również oznaczać, że nie jest w cale taka zła, jak wskazywałaby na to nasza opinia. Ale czy nasza opinia jest ważna?


Dla minister edukacji Pani Zalewskiej opinia rodziców jest najważniejsza - „rodzice tego chcą!” Szkoła nie jest przecież dla dzieci, one głosu politycznego nie mają, jest dla rodziców. Polityka PiS-u polega w dużym stopniu na dowartościowywaniu ludzi, czy to finansowo (500 plus, darmowe leki dla seniorów), czy to podmiotowo, wskazując na to, że oni są kreatorami rzeczywistości. Może nie panujemy nad rzeczywistością społeczną, czy polityczną, ale mamy władzę nad dziećmi. Nie mam wpływu na polityczne decyzje, ale swoje uprawnienia realizuję w stosunku do dzieci, które nie mają uprawnień decyzyjnych, to ja mogę rozporządzać ich losem. Daje to mi poczucie mocy, a władza (realna) jest cenniejsza od pieniędzy.

Mogę więc opóźnić start edukacyjny mego dziecka. Mogę doprowadzić, aby powtarzało pierwszą klasę. Czy dziecko coś zyska, że nie będzie się uczyło? Niestety straci ok. siedemnaście procent doświadczeń edukacyjnych, jeśli nie pójdzie do szkoły w wieku 6 lat a dopiero w wieku 7 lat. Siedemnaście procent doświadczeń edukacyjnych, to może niewiele, ale dla zobrazowania jaka to ilość wpływająca na rozwój człowieka, trzeba stwierdzić, że taką stratę 100-latek będzie odrabiał przez 17 lat, a pięćdziesięciolatek przez 8 lat. Procesy, które się dzieją z nami we wczesnych latach naszego życia, są niewspółmiernie nas wzbogacające o przyrosty doświadczenia w porównaniu z okresami późniejszymi naszego życia. Dlatego dzieciństwo jest takie ważne!

Ciekawe dlaczego do chederu (religijnej, elementarnej szkoły żydowskiej) były przyjmowane dzieci już w wieku trzech lat? Mówiąc przewrotnie, pewnie tak wczesna edukacja nie zapewniła im ani lekarzy, ani prawników, ani filozofów, ani nawet wynalazców. I to, że w Izraelu jest zgłaszane 70 razy więcej patentów na mieszkańca niż w Polsce, to może tylko przypadkowa koniunktura. Tak jak w naszym sporcie, zawsze się pojawia, co jakiś czas, ktoś utalentowany odnoszący sukcesy (Małysz, Kowalczyk, Włodarczyk). Najważniejsze, aby zadowolić niskie skłonności rodziców i pochlebić im, że oni wiedzą najlepiej, co jest najlepsze dla ich dzieci, a w konsekwencji też dla społeczeństwa.

To jak komentarze z telewizji publicznej wyrokujące jakie to błędy ciągle popełniają Niemcy za sprawą Merkel i do jakich strasznych katastrof to prowadzi ten kraj. Znowu tylko mnie ciekawi, dlaczego Niemcy są tacy bogaci, skoro są dużo głupsi od nas (przecież nie wiedzą, co czynią) i dlaczego mają tak niskie bezrobocie, przyjmując tylu uchodźców zabierających im pracę?

Ten rząd daje zawsze proste odpowiedzi, które trafiają do jego elektoratu. Jednak ostrożnie z przyjmowaniem takich rad. Aleksander Wielki miał zasadę, że często chwalił jakieś postępowanie i robił dokładnie odwrotnie. Dlatego trzeba było posłać dzieci w wieku sześciu lat do szkoły. Ci który rozpoczęli naukę, będą mogli liczyć na wiele profitów: oprócz przyrostu edukacyjnego, również bardziej elitarna edukacja i łatwiej będzie się dostać na oblegane studia wyższe. To ostatnie powinno przemówić do rodziców wierzących w moc edukacji. Ponieważ w 2029 roku będzie do matury przystępowało aż o 50% mniej uczniów niż rok wcześniej, a to oznacza zwiększenie dwukrotne szans na dostanie się chociażby na medycynę.

Najbardziej pokrzywdzone będą jednak dzieci z małych ośrodków edukacyjnych i środowisk o niskim poziomie edukacji. Szkoła ma wyrównywać szanse, a nie je ograniczać. A gdyby tak istniał obowiązek szkolny dla dzieci sześcioletnich (chociaż ja jestem zwolennikiem obowiązku szkolnego w wieku 5 lat, a marzeniem byłoby gdyby dzieci czteroletnie mogły się już uczyć) ze środowisk wiejskich i dzieci, których rodzice nie mają wyższego wykształcenia.
Podsumowując, proponuję, aby PiS i czołowi reformatorzy/eksperci Państwo Elbanowcy wykorzystali następujące postulaty zmiany systemu szkolnego (w niektórych krajach nadal obowiązują, lub co do zasady obowiązywały):

1. Zakaz posyłania dzieci w wieku sześciu lat ze środowisk wiejskich i małomiasteczkowych (do 20000 mieszkańców).
2. Zakaz posyłania dzieci w wieku sześciu lat przez rodziny, w których żadne z rodziców nie posiada wyższego wykształcenia.
3. Możliwość odroczenia edukacji do 8 roku życia.
4. Obowiązek szkolny do 14 roku życia (ukłon w stronę uczniów i rozwiązanie problemu gimnazjum).

Dzięki tym reformom edukacja stanie się elitarna, a wtedy będzie miała sens. Chociaż ona już staje się elitarna na poziomie aktualnego rocznika w pierwszej klasie szkoły podstawowej. „Dobra zmiana” w edukacji. Gratuluję i czekam na więcej. Tylko dzieci żal.
Trwa ładowanie komentarzy...