Mój protest! Obym przegrał walkę o „życie”

Dyskusja o aborcji rozpoczęta! A w zasadzie wiecznie żywa. Znowu trzeba będzie wysłuchiwać o tym jak to „zarodki krzyczą” i oglądać makabryczne tkanki ludzkie. Czy ten spektakl kiedykolwiek się skończy?

Jest tylko jedna szansa, chociaż tragiczna w swoich skutkach, aby tę sprawę zakończyć. Trzeba przyjąć maksymalnie restrykcyjną ustawę tak, aby ochrona tzw. życia była maksymalna. Nie ważne, co się dzieje z płodem, czy się rozwija prawidłowo, ma być urodzony. Oczywiście, żeby uspokoić przyszłych rodziców, nie będą wykonywane żadne badania prenatalne, a nawet USG powinno być zabronione. Test ciążowy też powinien zostać usunięty z aptek. Po co się denerwować, kiedy można żyć w błogiej nieświadomości.


Dziecko to dar od Boga, a więc nie można marudzić, czy też korygować oferty. Jest i takie ma być. To, że sprawcą jego może być grzeszny człowiek (gwałciciel), to niczego nie zmienia. To, że procesy biologiczne mają wpisane w swoja strukturę wiele błędów, to nie znaczy, że można w nie ingerować. Należy zakazać wszelkich badań dotyczących zarodków ludzkich, ale można też rozważyć zakaz operacji na zarodkach zwierzęcych. W ogóle zakazać badań genetycznych. Ludzie mają umierać, albo żyć, ale niech to zależy od ich stwórcy. Medycyna to wyraz grzesznej pychy człowieka!

Żeby jednak nie cofnąć się do medycznego średniowiecza, trzeba właśnie się do niego cofnąć. Niech wahadło opinii przechyli się na jedną ze stron. Tylko wtedy uda się nam je odwrócić. Musi być gorzej, aby było lepiej. Tu chodzi o rząd nie tylko dusz, ale i ciał od poczęcia do śmierci. Te dwa krańcowe momenty są najistotniejsze. To jak żyje człowiek, jakie ma problemy, to już nie jest tak istotne. On nie krzyczy już tak głośno jak zarodek.

Trzeba więc przyjąć maksymalnie restrykcyjną ustawę. Karać, piętnować, więzić. Tak czasami bywa, że trzeba coś zrobić, aby się przekonać, że nie należy tego było robić. To taka nauka na własnych błędach. Spowoduje pewnie wiele dramatów, ale może w przyszłości ochroni przed innymi.

Pozwolę sobie na osobistą uwagę w ramach tego prywatnego manifestu. Moja mama w dzieciństwie bardzo chorowała. Babcia modliła się, żeby przeżyła, ale ponieważ sytuacja była beznadziejna, zakupiono już trumienkę. Były to czasy powojenne. Ale w tym najgorszym okresie odkryto penicylinę i w darach dotarła też do Polski. Lek uratował życia mojej mamy. Babcia z wdzięczności przez resztę swego życia, a szczęśliwie żyła długo, pościła w każdy piątek z wdzięczności za uratowanie mojej mamy. Mama też była bardzo wierzącą kobietą. Jednak pytanie brzmi: kto lub co ją uratowało? Modlitwa czy penicylina? Modlitwa daje pocieszenie, ale to nauka ratuje życie. Niektórzy chcą jednak narzucić nam swoją „naukę” i określić jak mamy żyć, jakich wyborów dokonywać i komu być wdzięcznym. Ja jestem wdzięczny medycynie i Flemingowi. Nie godzę się na narzucanie mi lęków i opinii, ale pozwalam innym wybierać, niech tylko nie każą mi uczestniczyć w ich wyborze. Jeśli nawet moje wybory są gorsze, to proszę zostawić mi prawo do błądzenia i odpowiedzialności. Do tzw. ruchów pro-life apeluję: żyjcie i pozwólcie żyć!

PS Może nie powinniśmy mówić w przestrzeni publicznej „dyskusja o aborcji”, a raczej o „świadomym planowaniu rodziny”. Zmiana terminologii może zmieniłaby temperaturę tego dyskursu.
Trwa ładowanie komentarzy...