Idzie nowe: coach Trump prezydentem

Dlaczego wygrał Donald Trump? Przecież miała wygrać Hillary Clinton! Zadanie tego pytania ekspertowi od polityki nie ma najmniejszego sensu. Politolodzy mogliby bez trudu udowodnić, że powinna wygrać Clinton i pewnie to jeszcze wiele razy zrobią, jak również napiszą wiele dzieł, w których ta teza będzie jednoznacznie wykazana. A jednak, wbrew ich opinii, to Trump wygrał.

Przyczyna tego fenomenu jest dość banalna, ale kompletnie niezauważana przez polityków. Wynika to z tego, że Trump nie był i nie jest (chociaż teraz to już nie jest takie pewne) politykiem. Jeśli więc nie wygrał polityk, dlaczego jego wygraną mieliby zrozumieć politycy? Politycy rozumieją tylko to, co ich dotyczy.



Pierwsze pytanie, jakie uczciwie trzeba sobie zadać to: czy Trump nas fascynował? Oczywiście nie chodzi tutaj o kampanię prezydencką, ponieważ mało kogo z nas w niej zachwycał. Ale wcześniej przed wyborami prezydenckimi, czy był kimś dla nas istotnym, wielkim, wzorem czy wręcz autorytetem? Pamiętam, jak parę lat temu moja żona emocjonalnym i pełnym fascynacji głosem opowiadała mi o Trumpie (przekręcając jego nazwisko), po obejrzeniu filmu o jego inwestycjach w nieruchomości. Jaki to geniusz, który z sytuacji beznadziejnej potrafił wyjść zwyciesko? Guru od inwestycji w nieruchomości - chciałoby się być takim jak on, z taką energią, sprytem i zaangażowaniem.

Po tym entuzjazmie żony zainteresowałem sie sam Trumpem (ustaliłem jego poprawne nazwisko). Okazało się, że jest on autorem wielu książek o sposobach odniesienia sukcesu. Autorem wielu rad i cytatów, które przeszły do historii rozwoju osobistego. Sam zapisałem w swoim notatniku taki cytat: „Skoro i tak będziesz myślał, myśl odważnie”.

Oznacza to, że ja również byłem nim zafascynowany. Nie jako politykiem, ale tym, co było przed tym, zanim został (chyba już tak) politykiem. A kim był? Coachem, trenerem rozwoju osobowości od sukcesu. Oto mówił nam jak osiągnąć sukces. Jemu się udało i teraz chce, aby inni to też osiągnęli. Ma nawet Uniwersytet, na którym uczą sukcesu. I mimo „doskonałego” wyśmiewania przez Johna Oliwera tej instytucji, która faktycznym uniwersytetem nie jest, to faktem jest, że ludzie byli gotowi płacić nawet 20.000 dolarów za kurs.

Trump to trener personalny a nie polityk. A trenerowi personalnemu zależy na dobru innych a nie na jego własnym. On mówi, że jest po to, aby nam pomóc. To jest jego główna misja. Polityk jest po to, abyśmy go wybrali, chce nas w tym celu wykorzystać. Polityk od nas chce nasz głos, a trener personalny chce nam dać sukces.

Odpowiednikiem Trumpa w polskiej polityce nie jest prezydent Andrzej Duda (polityk). Polski Trump to Paweł Kukiz, czyli artysta. Artysta na scenie nie zadowala siebie, ale publiczność (tak przynajmniej myślą widzowie). Jego celem jest radość (szczęście) widowni (ludu), a nie jego osobista kariera. Dzisiaj już Kukiz jest politykiem, a nie artystą, dzisiaj jest nastawiony na realizację własnego interesu, a to w następnych wyborach już go dyskryminuje. Chyba, że będzie tylko koncertował, a nie wypowiadał się na temat polityki (najlepszy wynik ze wszystkich kandydatów na prezydenta Kukiz uzyskał w Londynie, gdzie miał bezpośrednio przed wyborami koncert).

Co to wszystko oznacza? Kończy się epoka polityki i tzw. starych ruchów społecznych, a zaczyna się epoka socjologii i nowych ruchów społecznych. Przestajemy interpretować rzeczywistość w języku polityki, a zaczynamy w języku „społecznym”. Pewnie tylko na jakiś czas, ponieważ idee są jak Zombie, nigdy nie giną, ale też nie są żywe. Na chwilę obecną polityk przegrał z trenerem personalnym i showmanem. Nie wierzymy politykom, wierzymy działaczom społecznym: artystom, trenerom czy szkoleniowcom. Trump to człowiek rozrywki i szkoleń. Czas polityków dobiegł końca, a zaczyna się czas społeczników. A wszystko, co się dzieje w Ameryce, wcześniej czy później dociera też do nas. Pytanie, kto u nas będzie Trumpem? Wiemy, że nie przyjdzie on z kręgów polityki. Skąd więc?
Trwa ładowanie komentarzy...