Rewolucja kobiet u bram - kto wygra grę o tron?

W 1988-89 trzeba było walczyć o nowy ustrój, a w zasadzie była to walka ze starym ustrojem. Jako student brałem w tym udział wraz z innymi kolegami. Forma męska jest tu jak najbardziej właściwa, ponieważ było to zdecydowanie grono męskie. Nie, żeby dziewczyny nas nie popierały - bez tego byłoby bardzo ciężko, brakowałoby motywacji - ale same nie inicjowały działań, nie były liderkami. Dzisiaj, zmęczony życiem, znowu muszę stawać na „barykadzie”, tym razem w obronie - w tej chwili - sądownictwa. Jednak coś się zmieniło w samej formie protestu.

Właśnie rozpoczął się nowy sezon serialu „Gra o tron”, którego jestem namiętnym fanem. I tu też się coś zmieniło, a w zasadzie zaczęło się klarować. Faceci, z którymi wiązano nadzieję na zwycięstwo, już nie żyją (tylko Jon Snow żyje, chociaż i on wcześniej został zamordowany). Na polu walki zostały kobiety: Daenerys Targaryen, Cersei Lannister, Sansa i Arya Stark (jakoś tę ostatnią najbardziej lubię). To panie zdecydują o losach Siedmiu Królestw.



Protesty, które się odbywają w Polsce to też przede wszystkim protesty kobiet. One dominują na tych manifestacjach. Często są ich liderkami. Tak się odbywa w moim mieście, gdzie główną organizatorką jest kobieta - pozdrawiam i dziękuję Izie. Jedyne duże zwycięstwo opozycji to „Parasoli”, gdzie władza ugięła się i wycofała pod naporem kobiet. Jeszcze liderami partyjnymi są mężczyźni, ale coraz głośniej o Kamili Gasiuk-Pihowicz, czy ostatnio wycofanej Barbarze Nowackiej. Jak w „Grze o tron” nadchodzi zima, tak w naszej polityce nadchodzi czas kobiet. One zdecydują o losach Rzeczypospolitej.

Front walki został ustalony, jest to bitwa kobiet. Kobietami trudniej manipulować, są bardziej zaangażowane, lepiej wykształcone, bardziej odpowiedzialne - oczywiście statystyczne, co oznacza, że wielu mężczyzn też taka jest. Z kobietami nie jest łatwo walczyć. One nie muszą zakładać zbroi - ich zbroją jest sama kobiecość. PiS to też wie i dlatego delegował Panią Premier na pierwszą linię okopów frontu rządu, minister/ministrę Elżbieta Rafalską jako godło tarczy udanego programu socjalnego 500+ oraz Panią Mazurek i Pawłowicz jako fajterki w Sejmie. Jednak nie są one przekonywujące, ponieważ wszyscy czujemy, że za nimi stoi szarmancki (kiedyś taki był) kawaler Jarosław i cały jego męski zakon, jeszcze z PC. W wojnie kobiet nie ma miejsca dla nieautentycznych emocji, dla których sukienka ma być fałszywą ozdobą. Tu gra toczy się na poważnie, a w filmie „śmiertelnie poważnie”.

Ciekawa jest pozycja Pani Prezydentowej. Ona też bierze udział w tej rozgrywce. Jednak szybko zdała sobie sprawę (może widziała to od początku), że z kobietami nie można wygrać - dlatego oddała pole innym. Można powiedzieć, że zdradziła męża (mężczyznę) na rzecz solidarności kobiet, a przynajmniej nie przeszkadza.

Rada w „grze o władzę” brzmi: kto zmobilizuje kobiety, ten wygra. Pierwszy z niej skorzystał o. Rydzyk, który „zagospodarował” niedoceniane społecznie starsze panie. Ale tu przestroga - w tym rozumowaniu jest ukryty błąd. Kobiet nie da się „wyprowadzić” na ulicę, czy zmobilizować. One są podmiotem, którym nie można już manipulować - a Kaczyński łudzi się, że on nad nimi panuje. Prezydent już dawno pozbył się tego złudzenia i Małgorzata Sadurska musiała odejść - nie ufa kobietom. Nam (mężczyznom) zostaje tylko zaufać kobietom i dołączyć do nich, niech nas prowadzą.

PS. Dzisiaj jeszcze pod sąd na manifestację, a jutro (poniedziałek) nowy odcinek „Gry o Tron” - The “Power of Women”. Staje się tylko widzem?
Trwa ładowanie komentarzy...